W poprzednim wpisie pisałam o schematach — ukrytych wzorcach z dzieciństwa, które po cichu sterują naszym dorosłym życiem. Ale jest coś, co ludzi zaskakuje: to nie same schematy najbardziej rujnują życie. One nas wyzwalają, budzą stare wspomnienia i emocje — ale to, co naprawdę robi szkodę, to sposób, w jaki sobie z nimi radzimy.
A radzimy sobie z nimi na jeden z trzech sposobów. Jeden z nich — co ciekawe — wygląda dokładnie jak „ogarnięte życie”.
Trzy style radzenia sobie
Poddanie się. To wtedy, gdy po prostu wierzymy schematowi. Zaczynamy myśleć, że jesteśmy porażką, że nikt nas nigdy nie wybierze, że nigdy nie będziemy tak szczęśliwi jak inni. Może to też wyglądać ciszej — stajemy się pasywni, dostosowujemy się do wszystkich wokół. Czasem mówimy to nawet na głos: „ty zawsze jesteś ode mnie mądrzejsza”, „ty masz takie wysokie standardy, a ja nie”. Porównujemy się i zachowujemy tak, jakby schemat był zwykłym faktem.
Unikanie. Tutaj omijamy wszystko, co mogłoby uruchomić schemat. Nie bierzemy pracy, w której moglibyśmy odnieść sukces — ze strachu przed porażką. Robimy rzeczy poniżej swojego potencjału. Stajemy się odrętwiali — unikamy tego, co mogłoby nas ekscytować, bo to samo może też przerażać. Efekt to bardzo płaskie życie: niewiele lęku, ale i niewiele ekscytacji.
Nadmierna kompensacja. Ta jest fascynująca, bo z zewnątrz często wygląda jak siła. Ludzie, którzy nadmiernie kompensują, mogą wydawać się liderami — chcemy za nimi podążać, czujemy się przy nich bezpiecznie, wyglądają na najzdrowszych dorosłych w pokoju. Ale ten sam schemat — porażka, wadliwość, lęk przed zranieniem — może być właśnie tym, co napędza tę siłę. Może objawiać się jako potrzeba kontrolowania wszystkiego, niedopuszczanie do żadnego błędu, ciągła gotowość — albo jako wybuchy, wyznaczanie granic w przesadny sposób, pokazywanie wszystkim, kto tu jest najsilniejszy. Wygląda jak superbohater. A pod spodem często kryje się schemat.
Poznaj swoje części
Zauważyłaś kiedyś, że zachowujesz się zupełnie nie jak ty? Zwykle jesteś spokojna i opanowana, a nagle wybuchasz albo się zamykasz. Wyjaśnić to może koncepcja części — różnych wewnętrznych stanów, między którymi wszyscy się przemieszczamy.
Wrażliwe dziecko
To najczulsza część ciebie — ta, której nie chcesz nikomu pokazać, bo to ją najłatwiej zranić. To te momenty smutku, lęku, bezradności albo głębokiej tęsknoty za kimś. Jest bardzo cielesna: ucisk w klatce, gonitwa myśli, poczucie, że nic już nie będzie dobrze, że to, co się dzieje, to katastrofa. Kiedy jesteś w tym bezradnym stanie, to znak, że wrażliwe dziecko przejęło stery. W pewnym sensie nosimy w sobie ten sam mózg, który mieliśmy w wieku pięciu czy dziesięciu lat — te ścieżki neuronowe wciąż są nienaruszone, i dlatego potrafimy nagle znów poczuć się jak te bezradne dzieci.
Wewnętrzny krytyk
Tę część zna każdy. To ta, która mówi: „Mogłaś lepiej, szybciej. Emocje są złe. Nigdy nie pokazuj smutku. To, co powiedziałaś, było głupie”. Albo ostrzej: „Nikt cię nie lubi. Nikt cię tu nie chce. Wszyscy wiedzą, jaka jesteś głupia, i nigdy nie będzie lepiej”. To głęboko przygnębiające, rozbrajające myśli — i działa ta sama zasada co przy schematach: cokolwiek mówi krytyk, zwykle wierzymy w to całkowicie. Czasem jesteśmy tego świadomi; czasem objawia się to po prostu jako ból w ciele.
Części, które nas chronią
I tu jest powiązanie: pamiętasz te trzy style radzenia sobie — poddanie, unikanie, nadmierną kompensację? One pojawiają się też wewnątrz nas, jako części, które chronią wrażliwe dziecko przed wewnętrznym krytykiem.
Część nadmiernie kompensująca może nie dać ci spać całą noc, żeby zrobić coś idealnie — po to, by krytyk nie mógł powiedzieć „nie jesteś wystarczająco dobra”. Część unikająca trzyma cię z dala od wszystkiego, co ryzykowne. A część poddająca się często wygląda jak osoba zadowalająca wszystkich — zawsze stawia innych na pierwszym miejscu. Może to być coś tak małego jak to: ktoś proponuje ostatni kawałek ciasta. Chcesz go, widzisz, że ktoś inny też go chce — i po prostu… nie potrafisz go wziąć. Nigdy nie stawiasz siebie na pierwszym miejscu. Na jakimś poziomie to piękne — dobrze, że są tacy ludzie. Ale to właśnie rzecz w schematach i częściach: problemem jest sztywność. Jeśli jest tak za każdym razem, jeśli nigdy nie stawiasz siebie pierwszej, to już nie jest dobroć — to radzenie sobie, radzenie sobie, żeby nie czuć się źle. Prawie wszystko w psychoterapii sprowadza się do tego: braku równowagi, braku elastyczności.
Dobre części
Ale to nie same rany i obrońcy. Mamy też szczęśliwe dziecko — moją ulubioną część. To ta rozbawiona, żartobliwa; dla jednych to książka i gorąca kąpiel, dla innych taniec do rana. To moment, w którym czujemy się beztroscy i rozluźnieni i wcale nie staramy się być kimkolwiek.
I zdrowy dorosły — najlepiej ta część, która na co dzień prowadzi twoje życie. Płaci podatki, pamięta o urodzinach przyjaciół, wyznacza granice, jest empatyczna wobec bliskich i dba o nas: o wystarczającą ilość snu, o spotkania z ludźmi, którzy się liczą. Najbardziej spełnione chwile w życiu to zwykle te, gdy zdrowy dorosły i szczęśliwe dziecko są dwiema częściami najbardziej na wierzchu.
Dlaczego wrażliwe dziecko liczy się najbardziej
Każdy terapeuta najbardziej pragnie dotrzeć do wrażliwego dziecka — bo to ta część, która się goi, gdy wreszcie zostaje pokazana i spotkana z akceptacją. Jeśli nigdy jej nie wypuszczamy, zaczyna nam się wydawać, że nikt nie widzi nas naprawdę. Odrzucanie tej części całkowicie jest w pewnym sensie odrzucaniem samego siebie. A zaakceptowanie tej części, której najbardziej się wstydzimy, daje najwięcej równowagi — i najwięcej miłości do siebie, jaką człowiek może mieć.
Jedna rzecz do zapamiętania
Oto najważniejsze: wszystkie te części to są części. To nie jest cała ty.
Więc kiedy wewnętrzny krytyk atakuje cię o coś drobnego — twoje dziecko płacze na środku sklepu i nagle czujesz się jak fatalna matka — możesz się zatrzymać i przypomnieć sobie: to tylko część. To wewnętrzny krytyk. To nie jest cała ja. I możesz go uciszyć. To duża część tego, co robimy w terapii — wyciszamy części radzące sobie i krytyka, a robimy więcej miejsca dla szczęśliwego dziecka, wrażliwego dziecka i zdrowego dorosłego.
To właśnie tak tworzymy dystans między naszą przeszłością a tym, kim chcemy być teraz. Kiedy zauważasz jakąś część, nazywasz ją i czujesz ją w ciele — możesz powstrzymać ją przed przejęciem twojego życia. I to jest potężne, bo oddaje ci kontrolę, byś mogła być tym, kim naprawdę jesteś.
Jeśli chcesz wejść głębiej w tę pracę, więcej o warsztatach i współpracy ze mną znajdziesz na mojej stronie, albo śledź mnie na Instagramie.
Ten artykuł ma charakter edukacyjny i nie zastępuje indywidualnej terapii ani profesjonalnej porady dotyczącej zdrowia psychicznego.
